Najpierw obecność, dopiero potem rozwiązania
Gdy ktoś bliski przechodzi przez kryzys, naturalną reakcją bywa chęć szybkiego pomocy, doradzenia i znalezienia rozwiązania. Problem polega na tym, że osoba w kryzysie często nie jest w stanie skorzystać z nadmiaru rad, jeśli najpierw nie poczuje się choć trochę bezpiecznie i zrozumiana.
Dlatego naprawdę pomocna rozmowa zwykle zaczyna się od spokoju, nie od presji. Od obecności, nie od naprawiania wszystkiego.
Człowiek w kryzysie nie zawsze potrzebuje gotowej odpowiedzi. Bardzo często potrzebuje najpierw kogoś, przy kim nie musi udawać, że wszystko ma pod kontrolą.
Jak mówić, żeby nie zwiększać napięcia
Pomocne są komunikaty, które zostawiają przestrzeń, na przykład:
- jestem obok, jeśli chcesz powiedzieć, co się dzieje;
- nie musisz tego teraz porządkować idealnie;
- co byłoby dla Ciebie najbardziej pomocne w tym momencie?;
- mogę po prostu posłuchać, jeśli tego potrzebujesz.
Taki sposób rozmowy daje więcej ulgi niż dopytywanie pod presją, minimalizowanie problemu albo szybkie przekonywanie, że wszystko będzie dobrze.
Czego lepiej unikać
Choć intencje bywają dobre, obciążające mogą być stwierdzenia takie jak:
- inni mają gorzej;
- musisz się po prostu ogarnąć;
- nie myśl o tym tyle;
- ja na Twoim miejscu zrobiłbym to i to;
- przecież już tyle czasu minęło.
Takie komunikaty często nie pomagają odzyskać siły, tylko zwiększają wstyd, samotność albo poczucie, że nawet bliska osoba nie rozumie tego, co naprawdę się dzieje.
Wsparcie ma też swoje granice
Bycie blisko kogoś w kryzysie nie oznacza, że trzeba wziąć pełną odpowiedzialność za jego stan. Wsparcie bliskich jest ważne, ale nie zawsze zastępuje profesjonalną pomoc.
Kiedy reagować szybciej
Jeśli pojawia się bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia, nie warto czekać. W takiej sytuacji trzeba od razu kontaktować się z odpowiednimi służbami lub pilną pomocą.
Dobrze jest pamiętać również o własnych granicach. Pomaganie komuś nie wymaga bycia dostępny bez końca kosztem własnych zasobów.